Po zejściu z Pikuja wędrówka przez wsie Szerbowiec i Paszkowice w kierunku Ostrej Hory.
Ziemia paruje po burzy i ulewnych opadach. Nad górami jeszcze pasemka mgły, a na niebie resztki ciemnych chmur, ale słońce zwycięża. W tych dwóch zagubionych wśród gór wsiach życie toczy się leniwie. Tylko krowy zapalczywie "koszą" trawę. Siano już w większości w stogach i jedynie spóźnialscy przerzucają je jeszcze żeby przeschło. Oczywiście grabiami i całe rodziny łącznie z dziećmi. To biedne wsie i niewiele tu techniki i wielkiego świata. Są i nowe, nowoczesne, zamożne budynki, ale to mniejszość. Dużo pustych domostw. Starzy umierają, młodzi stąd uciekają. Cieszę oczy tym kolorytem, robię drobne zakupy i ucinam sobie pogawędki z mieszkańcami.
Szokuje mnie widok barszczu Sosnowskiego. Jest piękny, majestatyczny i jest...wszędzie. W Polsce histeria, a tu...Pytam miejscowych, zwłaszcza chodzi mi o dzieci. Zdziwieni wzruszają ramionami - Dzieci go znają i uważają. Głupio mi, bo myślę jak człowiek Zachodu, a sprawa jest prosta. Ten "barszczik" to genialna, ekspansywna roślina, z którą nie da się wygrać, więc trzeba się nauczyć z nią żyć. I tyle.
Żegnam wieś Paszkowice i odbijam w lewo na Ostrą. Jej nazwa pochodzi od charakterystycznej sylwetki i rzeczywiście jest ostro pod górę. Początkowo droga przez las. W lesie jest zawsze mokro i błoto, ale teraz po burzach szczególnie. Trzeba skakać, brodzić i uważać, bo ślisko.
W końcu docieram na połoninę. Ostra ma trzy wierzchołki co urozmaica spacer. Widoków i emocji z tym związanych nie jestem w stanie opisać. To trzeba zobaczyć, bo fotografia jest tylko nędzną namiastką.
Gdy szedłem pasmem Pikuja masywna sylwetka Ostrej towarzyszyła mi cały czas. Widziałem ją w słońcu i całą w burzowej czerni. Hipnotyzowała mnie, kokietowała, zapraszała. Jestem!
Nie spieszę się, robię postoje, leżakuję i kontempluję. Dobrze mi tu tak blisko nieba. Zadziwia mnie niemrawy szerszeń. Ta wysokość chyba nie jest typowa dla jego gatunku.
Jeszcze tylko wejście na górę Munczel 1327 m. na końcu tej połoniny i trzeba schodzić. Idę ścieżką po zachodnim zboczu Ostrej prowadzony bezbłędnie przez świetną ukraińską mapę. Jeszcze smak wody z górskiego źródełka, ostatnie panoramy i już jestem na przełęczy Prełuka.
Rozbijam namiot przy potoku, bo uwielbiam zasypiać przy takiej "muzyce". Dziś moje urodziny i pora na przyjęcie. Mam pyszne użhorodzkie salami, ukraińską kolę i polski spirytus, bo na Ukrainie nie można go kupić w sklepach :-)
Ostra Hora i cały ten dzień były moim najpiękniejszym prezentem urodzinowym.
W tle:
Czeremszyna - Po hori witerec powiwaje
Rozhanytsya & Zulu (vocal І.Кowtun) - Sirotina