Warto przypomnieć, że jeszcze w 1993 roku rząd Hanny Suchockiej nie wyraził zgody na wizytę Kuklińskiego w Polsce, a w 1995 roku prokurator wojskowy Sławomir Gorzkiewicz podtrzymał nakaz jego aresztowania w razie przyjazdu do Polski.
http://ewastankiewicz.wordpress.com/2013/02/12/ryszard-kuklinski-13-czerwca-1930-11-lutego-2004/
Adam Michnik lekceważąco określał Kuklińskiego jako zwykłego, banalnego agent
Jego postać przypomina, że w wojnie z komunizmem trzeba było ryzykować życie i w razie najmniejszej nieuwagi zostać zamordowanym. Tak jak w niewyjaśnionych okolicznościach zginęli obaj synowie pułkownika. Wrogość Wałęsy wobec Kuklińskiego budzi zadumę na tle postawy Leszka Millera, który w 1997 roku doprowadził do unieważnienia wyroku na pułkownika i spotkał się z nim w USA. Można spekulować, w jakim stopniu gest Millera był wynikiem jego osobistych przemyśleń, a w jakim demonstracją lojalności wobec Amerykanów. Faktem pozostaje, że po śmierci pułkownika premier Miller złożył jego rodzinie na łamach prasy kondolencje.
Jeszcze nie tak dawno w Polsce spore zainteresowanie zdobył film "Good bye, Lenin". Zobaczyć tam można było poddanych dekomunizacji byłych "właścicieli NRD". Byłego szefa uczelnianej komórki partii, który wpadł w alkoholizm, i byłego bohatera NRD -- kosmonautę, który spadł do roli skromnego taksówkarza. Postacie tak zdeklasowane, że aż budzące współczucie. W Polsce tego typu persony mają się świetnie i swoją solidarność grupową umacniają kreowaniem Kuklińskiego na wroga.
Oficerowie LWP, którzy w trakcie studiów na sowieckich akademiach składali na siebie donosy i uprawiali wszelkie możliwe rytuały podlizywania się Rosjanom, perorują dziś na temat zdrady munduru i honoru. Ludzie, którzy najeżdżali Czechosłowację i przeprowadzali marcowe czystki w wojsku, mają czelność sądzić morale Kuklińskiego!
Ta żelazna gwardia stanu wojennego ma własną hierarchię i swoje rytuały. Należą do nich uroczyste obchody ku czci Berlinga, uroczyste obchody urodzin Jaruzelskiego i kontrpikiety przed jego willą w grudniową noc. Gdy trzeba, potrafią namówić biskupa Głódzia do wizyty pod Lenino albo perorują o stoczniowcach -- bandytach z grudnia 1970 roku. Swoista kasta odwetowców pielęgnujących kłamliwą legendę PRL. To o nich pamiętał prezes Kwiatkowski, gdy puszczał w kółko "Czterech pancernych" i przygody Klossa. To oni stworzyli atmosferę, w której utrącono przemianowanie warszawskiego placu Konstytucji na plac Ronalda Reagana.
To oni wreszcie będą walczyć z pamięcią o pułkowniku Kuklińskim, póki starczy im tchu.
Dziwne, że ten typ rewizjonizmu jakoś nie budzi niczyich obaw w Europie.
A niepokojące, że tak niewielu zauważa politykę zakłamywania prawdy o zbrodniczym systemie.
Pułkownik Kukliński mówił, że nie brał za swoje informacje pieniędzy. Jego oszczercy odrzucają to twierdzenie, ale nie przedstawiają żadnych dowodów. Kukliński dał się poznać jako człowiek niezwykle skromny. Jego patriotyczne deklaracje w czasie wizyty w Polsce w 1997 roku sprawiały wrażenie niezwykle autentycznych, on sam typ bardziej intelektualisty niż pospolitego oficera peerelowskiego chowu. Wydawało się, że ukazanie się książki o Kuklińskim "Secret life" powinno rozwiać wątpliwości. Benjamin Walser, autor książki, to dziennikarz "New York Timesa", dziennika, którego nikt nigdy nie oskarżał o brak dziennikarskiej dociekliwości czy bycie marionetką CIA. Waiser po zbadaniu bogatej dokumentacji na temat Kuklińskiego stawia jednoznaczną tezę.
To nie Kukliński był zwerbowanym agentem Stanów Zjednoczonych. To on na swój sposób zmobilizował Amerykanów do działań przeciw komunistycznej władzy w Polsce. Kukliński tłumaczył Amerykanom psychologię myślenia Sowietów i ostrzegał przed niedostrzeganą często realnością sowieckich przygotowań do podboju Zachodu.